O „kontrolerach” słów kilka


Kolejnym tekstem, który chciałem opublikować miała być recenzja węgierskiego filmu „Kontrolerzy”, który opowiada historię z życia kilku kontrolerów metra oraz perypetie związane z wykonywaną przez nich pracą. 

Film obejrzałem cały, jednak nie znalazłem (w odróżnieniu do innych) w nim drugiego dna. Dla mnie był to po prostu dokument (thriller?) opowiadający o smutnych losach Może tak było ze względu na późną porę o jakiej oglądałem film, może wynikało to z podejścia jakie miałem przy tym filmie – „obejrzę i skomentuję, następne proszę”.

Nie twierdzę, że ta produkcja była pozbawiona metafor. Owszem, można było się ich doszukiwać. Nie mniej jednak nie trafiają do mnie interpretacje niektórych widzów, którzy traktują metro jako czyściec, a zakapturzoną postać zrzucającą podróżnych pod koła nadjeżdżających wagonów metra – jako anioła śmierci. Sorry, ale jak dla mnie o zbyt daleko idące przemyślenia – najzwyczajniej tego nie ogarniam.

Wracając do meritum – nie powiem, że miałem przyjemność oglądać dzieło Nimród’a Antala. Po prostu film obejrzałem. Co prawda miałem ochotę zakończyć oglądanie po niespełna 20 minutach, ale postanowiłem wytrwać do końca – za dużo ostatnimi czasy było nie obejrzanych do końca filmów. Ku mojemu zaskoczeniu ta węgierska produkcja została kilkakrotnie nagrodzona. Między innymi reżyser otrzymał za nią „Nagrodę młodych” w kategorii „Najlepszy film” w Cannes w 2004 roku oraz „Nagrodę publiczności” na WFF również w tym samym roku i kategorii co w Cannes.