Rowerzysta bez kamizelki odblaskowej na drodze poza obszarem zabudowanym


Miejsce akcji: mokra droga w lesie.

Czas akcji: grudniowy wieczór.

Jeden pas na kierunek. Prowadząc samochód odnoszę dziwne wrażenie, że drzewa znajdują się nad wyraz blisko pasa ruchu drogowego. Zupełnie jakby na godziny nocne przysuwały się o jakieś 3-4 metry z każdej strony. Zbliżam się do zakrętu. Jadę z prędkością mniejszą niż dopuszczalna. Pamiętam, że zaraz za zakrętem znajduje się ograniczenie prędkości do 40 km/h ze względu na przystanek komunikacji miejskiej oraz przejście dla pieszych.  Z naprzeciwka nadjeżdżają samochody. Ich reflektory świecą mi mocno po oczach (urok niższego zawieszenia w pojeździe którym się poruszam).

Niedaleko przede mną jakby migało małe światełko. Mimo, że mogą to być światła z okolicznych budynków zwalniam. Po wyjściu z zakrętu byłem zmuszony do gwałtownego hamowania. Bynajmniej nie z powodu jednego z mijanych z przeciwka samochodów. Moim oczom ukazały się najpierw kontury, a po chwili radośnie pedałujący rowerzysta.

Jechał w godzinach wieczornych, na czarnym rowerze po nie oświetlonej drodze poza obszarem zabudowanym. Co więcej – ani jego czarna kurtka, ani dwukołowiec nie posiadały żadnego odblaskowego elementu. Nawet tylna lampka ledwo mrugała.

Na prawdę cieszy mnie to, że mimo obecnie panującej pogody (temperatura około 1-2 stopnie celsjusza, mżawka i lekki nieprzyjemny wiatr) są osoby, które jeżdżą na rowerach, ale do cholery – myślcie choć trochę i bądźcie widoczni na drodze! Nie twierdzę, że kamizelka odblaskowa rozwiązała by sprawę, ale uważam, że byłaby szansa z większym wyprzedzeniem dojrzeć rowerzystę (świetlisty punkt poruszający się przede mną) pomimo świateł pojazdów jadących z przeciwka.