Te trzy słowa…

Ostatnimi czasy niemalże codziennie rano jestem świadkiem nieco dziwnych, może nawet niezrozumiałych wydarzeń. Wszystkiemu winne są 3 słowa, które jak się okazuje mają magiczną moc.

Tramwaj zatrzymuje się na przystanku, otwierają się drzwi i momentalnie w uszach dudni: „Dzień dobry, metro!”. O ile dla nieco zaspałego mnie jest to czytelny sygnał, iż należy zacząć przygotowywać się do ewakuacji na następnym przystanku, o tyle dla części pasażerów to znak, że trzeba rzucić się w pościg. Tak w pościg za uśmiechniętą osobą rozdającą gazety.

Na pierwszy rzut oka widać, że gazety to tylko przykrywka. Tak na prawdę owa osoba rozdająca gazetę posiada, niezależnie od płci, magiczną, wręcz boską, moc uzdrawiania. Dlaczego tak uważam, ano dlatego, że jak tylko otworzą się drzwi, to momentalnie po gazetę startują osoby, które jeszcze parę chwil prędzej z wielkim trudem się poruszały po tramwaju. Nie ważne, że tramwaj na przystanku stoi około 40 sekund, nie ważne, że część pasażerów chce wysiąść, nie ważne, że powinny poruszać się o kulach. Ważne, że one potrzebują gazetę. Z moich obserwacji wynika, iż są w stanie zrobić wiele, aby ją uzyskać. Od biegu bez obowiązkowych kul przez cały wagon, rozpychanie się łokciami, po nawet utratę ulubionego, jakże cennego miejsca siedzącego. Gazeta musi być!