Urlopix – wyjazdowo – dzień pierwszy

Zaczęło się od pobudki w środku nocy. Szybkie ogarnięcie się, przygotowanie kawy i herbaty na podróż. Kanapki przygotowaliśmy przezornie dzień wcześniej 😉
Pociąg miał ruszyć z dworca głównego. Od tego się wszystko zaczęło…

Skład był podstawiony kilka minut przed odjazdem, zatem bez problemu zajęliśmy swoje miejsce w przedziale. Osoby wyruszające ze Szczecina można było zliczyć na
palcach dwóch rąk. W Dobiegniewie do naszego przedziału został dokoptowany dodatkowy pasażer. Przy wejściu do przedziału dostał silnego bocznego wiatru, ale
udało mu się zmieścić w drzwiach 😉 Po chwili podszedł do niego konduktor i wywiązał się między nimi krótki, lecz treściwy dialog:

Konduktor: Żyjemy?
Pasażer: żżżzyjeeeemmmmmyyyyyy
Konduktor (z ulgą w głosie): to dobrze
Pasażer: ZzzzzzZzzzz

Czas jazdy mijał na oglądaniu krajobrazów za oknem, czytaniem książki (tak, tak – książki) i rozwiązywaniu sudoku. Dopiero od Poznania coś się zaczęło dziać.
Zarówno do przedziału, jak i całego składu napłynęła wielka fala pasażerów jadących do Wrocławia, Krakowa i cholera wie dokąd jeszcze. Towarzystwo sympatyczne
bez względu na wiek, płeć czy narodowość. Dowiedziałem się m.in. że za pomoc w ułożeniu bagażu na półce dostanę w niebie duużo punktów. Zachęcony taką
informacją stwierdziłem, że w tym szaleństwie jest metoda i rozpocząłem zakrojoną na cały przedział akcję pomagania w układaniu toreb/walizek niewiastom,
dzieciom i osobom starszym. A co! Zawsze kilka dodatkowych punktów się przyda 😉

Po prawie 12h jazdy pociągiem doszliśmy do wniosku, że wystarczy tego dobrego – zmieniliśmy pociąg na busa dokładając kolejne dwie godziny jazdy. Tym razem po
zakorkowanym Krakowie i okolicach. Koniec końców dojechaliśmy pod same drzwi pensjonatu.

Kolacja – pyszna.
Woda – jest.
Prąd – jest.
Tv – jest.
Internet – jest, jest, nie ma, nie ma, o! znowu jest!, jest…
Widok z okna – jest. Podobno piękny, aczkolwiek jedyne co w tej chwili widać to ciemność 😉