Urlopix – wyjazdowo – sezon 2 – dzień trzeci


Słońce, chmura, deszcz. Pada deszcz, świeci słońce. Skoro świeci słońce, to zaraz będzie padał deszcz. Jeśli pada deszcz, to wkrótce zaświeci słońce. Pada deszcz, świeci słońce, pada deszcz, świeci słońce, pada słońce, świeci deszcz… i tak w kółko.

Ilość rond, które mijaliśmy przestałem liczyć po kilkunastu. Ile razy padał deszcz równie szybko przerwałem zliczać. Nie miało to najmniejszego sensu. Dużo ciekawsze było podziwianie widoków zza okna. Gdy trochę popadało z otaczających skał spływała woda. Ale nie spływała byle jak, a tworząc niezliczone i przepiękne wodospady.

Jeden z postoi miał miejsce nad urwiskiem (brzegiem wody). Po drugiej stronie piękne wzgórze, skały, drzewa. Pomiędzy płynąca motorówka i dwie tęcze. Kawałek dalej, po wyjeździe z tunelu chmury zaczęły okalać wzgórza. Nie sposób nie zatrzymać się i nie zrobić kilku zdjęć. W trakcie „focenia” znowu zaczyna padać.. Jedziemy dalej, przejaśnia się.

Następnym przystankiem jest most, pod którym przepływa dość rwący strumyczek. Co więc robimy? Szybki fotostop 😉 Skoro już wyszliśmy z samochodu rozpadało się – w tym momencie było już nam wszystko jedno. Do tak szybko zmieniających się warunków atmosferycznych można się wyjątkowo łatwo przyzwyczaić.

Byrkjedalstunet był kolejnym przystankiem. To połączenie hotelu, restauracji oraz fabryki świec. Można tam smacznie zjeść oraz zagubić się na długie godziny pomiędzy świecowymi cudeńkami.

Kilka minut jazdy dalej znajduje się Gloppedalsura Scree. Jest to bardzo rozległe usypisko kamieni. Niektóre z głazów są tak duże jak domy.

Dalsza część wycieczki to kolejne malownicze tereny, góry, rzeki, jeziora, skały…